Chińskie miasta

Republika Chińska, a później Chińska Republika Ludowa były państwami o gospodarce opartej na rolnictwie. Po śmierci Mao Zedonga, na początku lat '80 XXw. zliberalizowano gospodarkę i kontynuowano politykę „otwarcia na świat” (która została zapoczątkowana przez Mao u schyłku jego życia). W ramach reform dekolektywizowano rolnictwo, utworzono sektor prywatny i powołano specjalne strefy ekonomiczne. Każdy z chłopów dotychczas pracujących w komunach rolnych otrzymał maleńki skrawek ziemi. Ze względu na wiekie rozdrobnienie gospodarstw (chyba największe na świecie) rolnictwo stało się bardzo mało efektywne. A jednocześnie następował gwałtowny rozwój gospodarki pozarolnej. Młodzi Chińczycy zaczęli więc wyjeżdżać do miast, w poszukiwaniu lepszych źródeł utrzymania. W ciągu kilkunastu lat migracja ze wsi do miast przybrała niespotykane nigdzie wcześniej rozmiary. Na początku lat '80 w miastach mieszkało zaledwie ok. 25% społeczeństwa. Przez ostatnie 40 lat setki tysięcy Chińczyków przeprowadziły się do nowo powstających miast. Około 2005 roku liczby mieszkańców miast i wsi były podobne, jednak obecnie (2019) w miastach mieszka już ok. 60% obywateli. A tendencja rosnąca utrzymuje się. Porównuje się procesy urbanizacji, które zaszły w Chinach za życia jednego pokolenia, do procesów urbanizacji i industrializacji w Europie zachodzących w ciągu dwustu lat ery przemysłowej.

Dotychczasowe miasta zaczęły się rozbudowywać. Zaczęły też powstawać zupełnie nowe miasta - często „w polu”. Najpierw buduje się autostradę, następnie tworzy strefę ekonomiczną. Potem pojawiają się przybysze z małych wiosek i zaczynają budować, najpierw domy dla siebie, potem pierwsze fabryki. Od razu pojawiają się drobni przedsiębiorcy otwierając najpierw sklepy spożywcze, a potem z materiałami i sprzętem budowlanym. Następnie zakładają swe placówki telefonie komórkowe. W tym okresie nie ma jeszcze struktur policyjnych czy administracyjnych, ani służb wywożących śmieci. Wystarcza kilka fabryk, przedsiębiorstw na nowym terenie, które ściągają natychmiast nowych pracowników. Początkowo mieszkają w tymczasowych mieszkaniach robotniczych. Z czasem zbudowana zostaje do takiego miejsca, linia kolejowa lub przedłużona linia metra z centrum pobliskiej metropolii. Pojawiają się deweloperzy i jak grzyby po deszczu powstają nowe bloki. Budowane są błyskawicznie, przeważnie od dołu do góry w całości z betonu. Ze względu na opłacalność (czasem również na ograniczenie miejsca) są to przeważnie smukłe 30-piętrowe bloki, stawiane jeden przy drugim, w bliskich odległościach od siebie. Takie skupiska wysokich wieżowców widzieliśmy na każdy kroku. Część już zasiedlona, część jeszcze w budowie - Chiny to obecnie jeden wielki plac budowy. Łatwo oszacować wiek takich bloków. Ze względu na gorący klimat, prawie wszystkie mają mieszkania z klimatyzacją. W starszych (kilkunastoletnich) blokach klimatyzatory mocowane były na zewnątrz każdego mieszkania jako ohydna przystawka. W nowszych umieszczane są na specjalnych podestach. W najnowszych, obecnie budowanych blokach, umieszczane są w dedykowanych wnękach, biegnących w pionie wzdłuż całego bloku, przesłoniętych maskownicą, tak że prawie nie rzucają się w oczy. Kiedy zamieszka już żeńska klientela pojawiają się sklepy z ciuchami i butami, tworzone są służby miejskie. Miasto już prawie jest, jeszcze tylko szkoły, przedszkola... Szczególnie intensywnie rozwiją się miasta w specjalnych strefach ekonomicznych, gdzie warunki inwestowania są najkorzystniejsze.

Gwałtowna migracja ze wsi do miast ma pewien nietypowy skutek. Powstały miasta „widma” - wybudowane w całości od podstaw i przez lata niezamieszkałe, lub zasiedlone w niewielkim procencie. Mogłyby zamieszkać w nich miliony ludzi, ale świecą pustkami. To jedna z najdziwniejszych, a jednocześnie wyjątkowo przerażających odsłon życia w Chinach. Takich miast są dziesiątki. A wszystko dlatego, że na zlecenie rządu trzeba utrzymać wysokie PKB (10% PKB), więc dużo się buduje. Jednocześnie władze państwowe zakładają, że jeszcze wiele osób przeniesie się z prowincji do miast. Ceny mieszkań z roku na rok rosną i to bardzo - wielu osób nie stać na ich zakup. Takie puste lokale wykupują spekulanci, deweloperzy i biznesmeni, którzy traktują je jako przyszłościową inwestycję. O chińskich miastach-widmach powstał już niejeden reportaż i materiał dokumentalny. Wielkie centra handlowe, całe osiedla mieszkaniowe, trasy szybkiego ruchu, parki, parkingi, szpitale, szkoły, kina czy teatry. Jest tam absolutnie wszystko, czego potrzeba do życia. Problem w tym, że... praktycznie nikt tam nie mieszka. Ulicami przemykają nieliczni mieszkańcy lub bawiące się dzieci. Nie znam oficjalnych danych, ale szacuje się, że w całych Chinach może być nawet ponad 50 mln niezamieszkałych mieszkań. Najbardziej znanym z takich miast jest Chenggong - wybudowane 15 lat temu, przez lata stało puste i dopiero od kilku lat powoli jest zasiedlane. Czas pokaże, czy takie miasta to dobra inwestycja na przyszłość czy bańka spekulacyjna...

W Chinach miasta mają inną skalę. Miejscowość do 500 tys. mieszkańców ma przeważnie status wsi, dopiero powyżej musi być miastem. Większość miast jest małych - z kilkoma milionami mieszkańców. Duże mają po kilkanaście milionów. A metropolie (Szanghaj, Pekin) ponad 20 mln. I mówimy tu o oficjalnych mieszkańcach, bo często jest jeszcze kilka milionów migrantów. Kiedyś prawie cały rok przykryte „kołderką” smogu, obecnie metropolie są dość czyste - zakłady przemysłowe zostały z nich wyprowadzone, a spalinowe skutery w większości zostały zastąpione elektrycznymi. Klimat jest ciepły, nie ma potrzeby ogrzewania zimą, a prąd do klimatyzatorów wytwarzany jest z dala od miast. W Pekinie czy Szanghaju smog zdarza się bardzo rzadko, tylko przy niesprzyjającej pogodzie.