Chińczycy na drogach i ulicach

Większość mieszkańców miast korzysta z dobrze zorganizowanej komunikacji publicznej. Wiele dużych miast ma metro lub inny rodzaj szybkiej kolei miejskiej. Metro w Szanghaju jest największe na świecie - 16 linii o łącznej długości 670km i ponad 400 stacji. Korzysta z niego około 10 mln ludzi dziennie (w Szanghaju mieszka blisko 25 mln). Władze miasta chwalą się, że z każdego miejsca w mieście do metra można dotrzeć pieszo w maksymalnie 20 min (średnio: 10 min). Metro w Pekinie ma 20 linii i 636km - jest drugie pod względem długości na świecie. Dodatkowo jest bardzo nowoczesne - przy okazji przygotowań do IO w 2008r. nie tylko je rozbudowano (o 200 km) ale też unowocześniono: zmodernizowano stare trakcje, a większość taboru wymieniono na nowoczesne, klimatyzowane składy. W budowie jest ponad 300km nowych linii - do 2021r. łączna długość ma osiągnąć 999km. Sądząc po obecnych postępach nie powinno być z tym problemu. Metro w Warszawie ma niecałe 30km długości.

Wielu mieszkańców miast jeździ skuterami, które kilka lat temu niemal wyparły tradycyjne rowery. Obecnie jednak są to skutery elektryczne - ciche i ekologiczne (w Szanghaju stanowią 99% wszystkich skuterów, w Pekinie niewiele mniej). Nazywane są „cichą śmiercią” - poruszają się z dużymi prędkościami po ścieżkach dla jednośladów, a często również po chodnikach. Prawie bezszelestnie, a po zmierzchu bez świateł, żeby oszczędzać zasilanie. Nie ustępują pieszym, tylko na nich przeraźliwie trąbią. To spore zagrożenie, zwłaszcza dla nieprzywykłych do tego turystów. Od ok. 2 lat jest ponownie moda na rowery. Wiele miast inwestuje w publiczne rowery miejskie. Nie zostawia się ich na stacjach parkingowych, tylko gdzie popadnie. Mają własną blokadę, zdejmowaną przy użyciu aplikacji na smartfonie. Można je więc zostawiać gdzie się chce, ale czasem powoduje to zatory na chodnikach przy skrzyżowaniach. Niemniej jest to bardzo wygodne. I tanie - wypożyczenie na dzień kosztuje kilka yuanów - ok. 2 złote.

Do 1994 roku władze nie pozwalały na posiadanie prywatnych samochodów! Boom na samochody w Chinach zaczął się więc dopiero kilkanaście lat temu, na początku obecnego stulecia. Po ulicach miast jeździ wiele nowych, zachodnich aut (głównie europejskich i japońskich). Jednak zdecydowaną większość stanowią marki chińskie. Samochody te do złudzenia przypominają zachodnie odpowiedniki. Mając u siebie montownie zachodnich koncernów samochodowych, Chińczycy w okresach przestoju linii produkcyjnych rozbierali je na części i dokumentowali, żeby potem w innym miejsu wybudować własne fabryki. Aby uniknąć oskarżeń o kradzież pomysłów, chińskie wersje są nieco zmodyfikowane: czasem ciut dłuższe lub krótsze, o nieco innej krzywiźnie nadwozia itp. Być może są one mniej trwałe, niż zachodnie pierwowzory, ale nawet 2-3 krotnie tańsze. Użytkownicy aut nie mogą pochwalić się długim stażem za kółkiem, więc ogólnie Chińczycy są słabymi kierowcami. Wymuszanie pierwszeństwa przy zmianie pasa i nieustępowanie pieszym na przejściach (nawet jak ci mają zielone światło) to najczęstsze przewinienia. Inaczej niż w kulturze zachodniej, tu pieszy na drodze nie ma żadnych praw i musi mieć oczy dookoła głowy. Za rozjechanie „białego” na pasach jest chyba większa kara, bo nas czasem kierowcy przepuszczali. Na szczęście Chińczycy są dość spokojni za kierownicą, co w sytuacji częstej jazdy w korkach jest przydatną cechą. Prawo jazdy można dość łatwo zrobić i nie jest to bardzo drogie - około 1000 yuanów - to mniej niż w Polsce. Chińskie marki są tanie, kurs prawa jazdy nie kosztuje wiele, ale bardzo kosztowne są tablice rejestracyjne wielkich metropoli: Pekinu a zwłaszcza Szanghaju - kosztują (w przeliczeniu) tysiące dolarów i ciągle drożeją. A to dlatego, że niektóre drogi i obszary śródmieścia są zarezerwowane do wyłącznego użytku mieszkańców metropolii. Właściciele obcych rejestracji nie ryzykują jazdy po takich drogach, bo skuteczność wyłapywania takich intruzów przez systemy kamer jest bardzo wysoka.

Od samochodów nie ma odwrotu, jest ich w miastach coraz więcej, korki są na porządku dziennym. Dobre korki to takie, które się przemieszczają, choć powoli. Najgorzej jak się utknie w takim, gdzie się głównie stoi. Nowe miasta projektuje się od razu z szerokimi arteriami po 3, 4 i więcej pasów w każdą stronę. Ale w starych miastach jest z tym kłopot. Np. w Pekinie szerokie wielopasowe arterie powstają w miejsce wyburzanych starych domów. Przy okazji przygotowań do IO 2008 powstało wiele szerokich arterii. Ale w Szanghaju nie ma takiej możliwości - ze względu na otoczenie wodą (rzeki, kanały, morze) i istniejącą już gęstą zabudową, drogi nie mogą się rozbudowywać w poziomie. Arterie rozbudowują się więc w pionie. Kiedy nawet szeroka arteria z 3 czy 4 pasami w każdą stronę zaczyna być niewystarczająca, na wysokich filarach dobudowuje się górne jezdnie, często o takiej samej liczbie pasów. Takie estakady ciągną się przez centra metropolii całymi kilometrami. Z reguły z górnego „szybszego” poziomu mogą korzystać auta z rejestracją lokalną - obce zapłacą mandat. Skrzyżowania takich arterii mają nawet 5 poziomów - z najwyższego nawet rosnące w dole drzewa wydają się małe. Skala takich dróg i skrzyżowań jest dla Polaków niewyobrażalna, a i mieszkańcy miast zachodniej Europy mogą mieć w Chinach kompleksy. I co bardzo charakterystyczne - wzdłuż większości dróg, czy to lokalnych czy szerokich arterii posadzone są kwiaty w donicach (np. mocowanych wzdłuż barier drogowych oddzielających jezdnie i chodniki). Podlewa się je prosto - samochodem z armatką wodną, podobną do takiej, jakimi naśnieżane są u nas stoki narciarskie. Za jednym przejazdem taki pojazd zmoczy i całą szeroką jezdnię i zieleń wzdłuż niej.

Rosnąca liczba aut stanowi też wyzwanie dla parkingów przy blokach. Jest mało miejsc wokół nich, głównie w podziemnych kondygnacjach, ale dla 30-piętrowego wieżowca to zbyt mało. W Szanghaju buduje się już bloki, w których miejsce parkingowe jest na każdym piętrze obok mieszkania, a samochód dociera tam specjalną windą.